Ta strona używa mechanizmu ciasteczek (Cookie). Więcej informacji znajdą Państwo w Polityce Cookies. Zamknij okno
Zapraszam na stronę: Kancelaria Warszawa

Emerytalna hybryda?

Emerytalna hybryda?
Na łamach Rzeczpospolitej prof. Andrzej Lisowski podjął polemikę z prof. Leszkiem Balcerowiczem dotyczącą systemu emerytalnego. Klasycznemu podział systemów emerytalnych na repartycyjne i kapitałowe zaprezentowany przez byłego prezesa NBP i wicepremiera postanowił przeciwstawić podziałowi na „systemy oparte na solidaryzmie społecznym i indywidualnego oszczędzania na swoją emeryturę”, zaliczając ZUS do tej pierwszej grupy, a OFE do drugiej. Według profesora Lisowskiego oba systemy rozróżnia możliwość lub brak możliwości dziedziczenia środków oraz kwestia zabezpieczenia przed ryzykiem długowieczności. Opis ten, choć nie wątpliwie brzmi atrakcyjnie (dzięki zastosowanej przez polemistę dychotomii , w której pieniądze dzielą się na NASZE w przypadku solidaryzmu społecznego i na MOJE w przypadku indywidualnego oszczędzania), to jednak całkowicie nie przystaje do rzeczywistości. Całkowicie pomija on źródła finansowania świadczeń – bieżące składki, czy aktywa finansowe nabyte za składki w okresie aktywności zawodowej. W efekcie w systemie nazywanym przez profesora Lisowskiego systemem opartym na solidaryzmie społecznym nie ma NASZYCH, jak chce autor polemiki, pieniędzy, bo niezwłocznie po wpłacie składki pieniądze są wydawane na sfinansowania na bieżąco wypłacanych świadczeń osobom je pobierającym. Również znacznie bardziej skomplikowana jest sytuacji w przypadku indywidualnego oszczędzania na emeryturę. Wszystko bowiem zależy od produktów, które są wykorzystywane w takim systemie.
Profesor Lisowski w swoim tekście wskazuje na firmę ubezpieczeniową. Zatem ma na myśli jakiś produkt ubezpieczeniowy – może to być zarówno ubezpieczenie na życie i dożycie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, jak i renta dożywotnia. A to oznacza, że wbrew tezie profesora niekoniecznie środki wpłacone na wykupienie tego produktu będą dziedziczone. W przypadku renty dożywotniej – w razie wcześniejszej śmierci ubezpieczonego jego spadkobiercy nie mogą raczej spodziewać się jakiejkolwiek wypłaty, jeżeli ubezpieczenie to nie będzie „obudowane” dodatkowymi ubezpieczeniami. W przypadku ubezpieczenia na życie i dożycie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, też raczej zamiast dziedziczenia środków będziemy mieli do czynienia z odszkodowaniem na warunkach określonych w polisie ubezpieczeniowej. Dziedziczenie pojawiłoby się w typowych produktach inwestycyjnych lub lokacyjnych, a nie wskazanych przez autora polemiki produktach ubezpieczeniowych. Zatem kwestia dziedziczenia nie jest rozstrzygającą różnicą między systemami opartymi na solidaryzmie społecznym, a indywidualnym oszczędzaniem. Również kwestia ryzyka długowieczności nie stanowi tej różnicy. W systemach indywidualnych zazwyczaj przewidziana jest jedna z trzech typowych form wypłat – wypłata jednorazowa (lub ratalna), wypłata programowana i renta dożywotnia. W przypadku tej ostatniej – to zakład ubezpieczeń ponosi ryzyko długowieczności, w przypadku pozostałych form – ryzyko to leży po stronie oszczędzającego. Zatem również kwestia tego, kto ponosi ryzyko długowieczności nie rozstrzyga o rozróżnieniu między systemami opartymi o solidaryzmie społecznym bądź indywidualnymi.
Skoro zatem zaproponowany przez profesora Lisowskiego nie może być oparty na zaproponowanych przez niego kryteriach, to należy uznać, że nie jest to właściwa metoda opisu rzeczywistości. Z tego punktu widzenia wskazywany przez prof. Balcerowicza podział na systemy repartycyjne i kapitałowe znacznie lepiej opisuje rzeczywistość, bo opisuje ją w oparciu o obiektywnie występujące kryterium – źródeł finansowania świadczeń – w systemie repartycyjnym są to bieżące wpływy, w systemie kapitałowym aktywa. Polska reforma emerytalna wprowadziła dwa obowiązkowe komponenty systemu emerytalnego (zwane w okresie jej wprowadzania filarami) – ZUS i OFE. Pierwszy ma charakter repartycyjny, drugi – kapitałowy. W obu jednak wysokość świadczenia ma być ustalana na zasadach aktuarialnych (odpowiednio - w oparciu o zwaloryzowane lub pomnożone składki), bowiem są oparte na zasadzie zdefiniowanej składki i świadczenia z obu tych komponentów mają być brane pod uwagę przy ustalaniu wysokości emerytury minimalnej. W pierwszym z nich nie ma dziedziczenia (za to występuje konstrukcja renty rodzinnej), w drugim jest dziedziczenie – nie jest jednak ono jego immamentną cechą – za rządów SLD-PSL po wstąpieniu Polski do UE rozważane było nawet zrezygnowanie z dziedziczenia środków w OFE, by łatwiej przekonać Eurostat, że stanowią one część finansów publicznych, ale ponieważ był on nieustępliwy nie chciał zmienić swojej interpretacji ESA 95, ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu.
Zarówno w ZUS jak i w OFE przewidziano, że ryzyko długowieczności będzie ponosić instytucja wypłacająca świadczenie ZUS lub zakład emerytalny (choć w tym ostatnim przypadku, mimo zbliżającego się terminu wypłaty świadczeń brak jest regulacji opisującej kto i w jaki sposób będzie te świadczenia wypłacał).
W tym kontekście całkowicie niezrozumiały jest teza profesora Lisowskiego, że wprowadzając reformę emerytalną dokonano skoku na emerytalne oszczędności, skoro w ówczesnym systemie w całości repartycyjnym ich w ogóle nie było – bieżące składki były wykorzystywane na wypłatę świadczeń, a rosnący niedobór środków w systemie prowadził do znacznego podniesienia poziomu składek wnoszonych do ówczesnego systemu. Wcześniej występujące w systemie nadwyżki składek nad wypłatami świadczeń zostały w okresie PRL „przejedzone” przez Skarb Państwa. Dopiero reforma emerytalna wprowadzająca OFE stworzyła nową kategorię oszczędności emerytalnych w systemie obowiązkowym. Było to racjonalne zachowanie w związku ze spodziewanym pogorszeniem sytuacji demograficznej i pozwalało na ograniczenie obciążeń przyszłych mniej licznych pokoleń, dzięki dokonywanych dzisiaj oszczędnościom. Niezrozumiała jest także stwierdzenie autora polemiki, że oba opisane przez niego systemy mogą współwystępować, ale nie mogą tworzyć hybrydy. Nie wskazuje on bowiem, co jego zdaniem odróżnia hybrydę od współwystępowania różnych systemów. Tymczasem normą we współczesnych systemach emerytalnych jest właśnie wielofilarowość, czyli budowanie systemu emerytalnego w oparciu o wzajemnie się uzupełniające różne elementy, obowiązkowe i dobrowolne o różnej charakterystyce. W to podejście doskonale wpisuje się także polski system emerytalny oparty na ZUS, OFE, PPE, IKE i IKZE i brak jest podstaw, by jego konstrukcję można było uznać za patologię, chyba, żeby bronić tezy, że patologią jest wciąż brak regulacji dotyczącej wypłaty dożywotnich emerytur kapitałowych, mimo funkcjonowania OFE od roku 1999, a uchwalenia pierwszych ustaw inicjujących reformę jeszcze w roku 1997 r. Ale raczej nie o to chodziło autorowi polemiki.
Propozycja profesora Lisowskiego, że podstawowym systemem powinien być ZUS wydaje się już dawno być zrealizowana przez obecny rząd, który znacząco obniżył część składki trafiającej do OFE, czyniąc komponent kapitałowy jedynie niewielkim dodatkiem do systemu repartycyjnego. Problemem jest jednak brak odpowiedzi na zasadnicze pytanie – jak w sytuacji drastycznego starzenia się społeczeństwa wskutek jednego z najniższych poziomów dzietności na świecie (niższego nawet niż w Chinach stosujących drastyczną zasadę jednego dziecka) i wysokiego poziomu emigracji z Polski zapewnić finansowanie emerytur opartych na modelu repartycyjnym. Andrzej Lisowski nie udziela w swoim tekście żadnej odpowiedzi na tak postawione pytanie.
Warto, by w dyskusji o systemie emerytalnym mniej kierować się emocjami i ideologią, a bardziej próbować opisywać rzeczywistość i próbować wskazywać rozwiązania odnoszące się do niej. Trudno bowiem prowadzić spór bez spójnego aparatu pojęciowego i zgody co do stanu faktycznego.
Paweł Pelc
Autor jest radcą prawnym w Kancelarii Radcy Prawnego Pawła Pelca, wiceprezesem Agencji Ratingu Społecznego sp. z o.o.
8 maja 2013 r.


Zapraszam na stronę mojej kancelarii: Kancelaria Warszawa | kancelariapelc.com