Ta strona używa mechanizmu ciasteczek (Cookie). Więcej informacji znajdą Państwo w Polityce Cookies. Zamknij okno
Zapraszam na stronę: Kancelaria Warszawa

O systemie emerytalnym raz jeszcze.


Profesor Andrzej Lisowski w tekście Więcej rozsądku w sprawie OFE odniósł się na łamach Rzeczpospolitej do mojej wcześniejszej polemiki z nim. W swojej odpowiedzi na moją polemikę uznał on w odniesieniu do systemu repartycyjnego, że są w nim gromadzone oszczędności bez względu na to, że bieżące składki finansują bieżące świadczenia. Argumentem na potwierdzenie tej tezy jest według niego to, że część składki za pośrednictwem ZUS trafia do OFE. Skoro profesor Andrzej Lisowski w swojej polemice dla wytłumaczenia pojęcia hybryda posłużył się słownikiem wyrazów obcych, to mam nadzieję, że za równie uzasadnione uzna posłużenie się definicją ze słownika języka polskiego dla wytłumaczenia pojęcia oszczędności: są to „zaoszczędzone pieniądze” lub „zapasy czegoś powstałe w wyniku oszczędzania”. Tymczasem w ZUS w ramach systemu repartycyjnego sprzed reformy żadnych zaoszczędzonych pieniędzy lub zapasów nie było. Cała wpływająca składka na bieżąco była wydawana na wypłatę bieżących świadczeń oraz koszty funkcjonowania ZUS. Warto przy tej okazji przypomnieć, że przed wejściem w życie reformy emerytalnej ZUS w ogóle nie był wyposażony w osobowość prawną odrębną od Skarbu Państwa. Po reformie w części repartycyjnej w zasadzie niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o kwestie oszczędności – ZUS został wyposażony w osobowość prawną, zaczął prowadzić nawet indywidualne konta (czego przed reformą nie robił) i rejestrować na nich wpłacane składki – z tych przyczyn ubezpieczeni musieli przedstawić dokumenty dotyczące ich stażu ubezpieczeniowego sprzed reformy, by ZUS mógł odnotować na ich kontach tzw. kapitał początkowy odzwierciedlający prawa nabyte przez nich przed wejściem w życie reformy. Ale, w przeciwieństwie do OFE, w ZUS nie ma aktywów na pokrycie tych zapisów – bo bieżące składki przeznacza się na wypłatę bieżących świadczeń. Jedynym wyjątkiem jest tzw. Fundusz Rezerwy Demograficznej, ale od kilku lat ZUS może do niego sięgać, by wypłacać bieżące emerytury i czyni dość konsekwentnie. Profesor Lisowski zastanawia się skąd się wzięły pieniądze w OFE, skoro ich nie było wcześniej w ZUS. Odpowiedź na to pytanie jest wyjątkowo prosta – składki, które trafiły do OFE nie zostały przeznaczone na wypłatę bieżących świadczeń, a powstały w ten sposób niedobór w zarządzanym przez ZUS Funduszu Ubezpieczeń Społecznych został pokryty z budżetu państwa w ramach tak zwanej dotacji uzupełniającej do FUS. Zatem z tego, że ZUS przekazuje część składki do OFE nie wynika, że w części repartycyjnej są jakieś oszczędności. Jednocześnie warto zwrócić uwagę na kolejną kwestię podniesioną przez profesora Lisowskiego – fakt, że dopłaty z budżetu „do kasy ZUS” były wyższe od kwot kierowanych do OFE. Nie rozumiem jak z tego faktu można wysnuć wniosek, że OFE były „w istocie zasilane z budżetu”. Z tego faktu wynika tylko jedno, że nawet, gdyby nie było OFE, to i tak bieżące składki nie wystarczyłyby na wypłatę bieżących świadczeń, a więc potwierdza on zatem stawianą przeze mnie tezę w mojej pierwszej polemice z profesorem Lisowskim – że w systemie repartycyjnym nie było oszczędności. Wręcz przeciwnie – generuje on deficyt, skoro dopłaty z budżetu były wyższe niż transfery do OFE. Zatem nie powinno budzić żadnych wątpliwości, że w systemie ZUS nie ma żadnych „naszych” oszczędności – wręcz przeciwnie są zobowiązania szacowane przez ZUS na ponad 2 biliony złotych. Jeżeli system emerytalny się nie zawali, to te zobowiązania powinny być pokryte ze składek opłacanych w przyszłości przez kolejne pokolenia ubezpieczonych. Problemem jest to, że w związku z zapaścią demograficzną obserwowaną w Polsce w ostatnich latach nie budzi wątpliwości, że liczba pracujących stopniowo będzie spadać, a liczba pobierających świadczenia powinna rosnąć, jeżeli nie dojdzie do drastycznej zapaści służby zdrowia lub drastycznych podwyżek wieku emerytalnego. A to oznacza, że przy rosnących potrzebach finansowych wpływy ZUS będą spadać. Im mniejsza jest część kapitałowa, a większa część repartycyjna, tym wyższe będą te zobowiązania, które będą musiały być sfinansowane ze składek coraz mniej licznych pracujących. Ze względu na negatywne skutki zarówno dla gospodarki, jak i przyszłych zobowiązań w systemie zdefiniowanej składki Państwo ma ograniczone możliwości podwyższania wysokości składki emerytalnej, zatem dotacja do FUS będzie musiała rosnąć, jeżeli Państwo będzie chciało wywiązać się z zobowiązań emerytalnych. Kryzys w strefie euro pokazał, że niestety jedną z recept podpowiadanych przez „Trojkę” i realizowanych przez rządy państw problemach jest „zamach na emerytury”, czyli różne mechanizmy obniżania ich poziomu, tak by zobowiązania emerytalne były jak najniższe, by państwo miało z czego obsługiwać zagranicznych wierzycieli. Jeśli w przyszłości podobny scenariusz zrealizowałby się w Polsce, to tym bardziej trudno zasadnie argumentować, że w ZUS mamy „nasze” oszczędności. Co najwyżej mamy „nasze” zobowiązania, które kolejne rządy, jeśli będą chciały wypełnić zobowiązania emerytalne przy mniejszej liczbie pracujących – zrealizują finansując je z „naszych” podatków. O własności, nawet wspólnej można mówić jedynie w sytuacji gdy mamy do czynienia z aktywami, a nie z zobowiązaniami, jak to jest w przypadku systemu repartycyjnego, czyli tej części świadczeń , które wypłacać ma ZUS.
Stąd ponownie warto wrócić raz jeszcze do tezy profesora Lisowskiego, zgodnie z którą obecny system jest hybrydą, gdyż powstał przez przejęcie „naszych” pieniędzy i zamianę ich na „moje”, czyli według stosowanej przez niego siatki pojęciowej przez zamianę własności wspólnej własnością indywidualną. Trudno podzielić ten pogląd, gdyż, jak wskazano wyżej, z istoty systemu repartycyjnego i związanych z nim przepływów finansowych wynika, że nie występuje w niż w ogóle własność wspólna, a jedynie, co najwyżej wspólne zobowiązania. Odmienna jest sytuacja w przypadku przekierowania części składki do OFE – wówczas za tę część składki nabywane są przez OFE aktywa. O ich charakterze prawnym pisałem na łamach Rzeczpospolitej przy innej okazji, więc nie będę w tym miejscu rozwijał tej argumentacji. Do OFE, wbrew tezie profesora Lisowskiego, nie trafiają pieniądze „pochodzące z oszczędności gromadzonych w ZUS-ie”, gdyż w ZUS-ie w ogóle nie są gromadzone żadne oszczędności (pomijając wspomniany wcześniej Fundusz Rezerwy Demograficznej, ale środki z tego funduszu w ogóle nie trafiają do OFE, bo przeznacza się je jedynie na dofinansowanie wypłaty bieżących świadczeń). A skoro to jest istotną kwestionowanej przez niego hybrydy, to ewidentnie nie mamy z nią do czynienia, tylko właśnie z systemem wielofilarowym. Niezrozumiała jest także teza profesora Lisowskiego, że funkcjonujący w Polsce system wielofilarowy psuje system emerytalny oparty na solidaryzmie społecznym. Wręcz przeciwnie – system ten nie tylko go nie psuje, a poprawia – skoro wprowadzenie OFE miało na celu obniżenie poziomu wypłat z tego systemu – w przewidywaniu pogorszenia się sytuacji demograficznej, co właśnie obserwujemy. Wręcz przeciwnie – założenie, że w okresie gdy sytuacja demograficzna jest lepsza (i w związku z tym jest więcej pracujących na jednego pobierającego świadczenia) – obecnie pracujący finansują (ze składek i podatków) nie tylko wypłatę świadczeń obecnym emerytom, ale także część świadczeń, które sami będą otrzymywać w przyszłości, obniżając w ten sposób obciążenia ponoszone przez swoje dzieci, wydaje się właśnie lepiej realizować zasadę solidaryzmu społecznego, niż stary system, który w całości przerzucał finansowanie przyszłych świadczeń na przyszłe pokolenia. A obniżka części składki trafiającej do OFE, była właśnie próbą ograniczenia obciążeń obecnie pracujących, by zwiększyć obciążenia ich dzieci. W sytuacji niskiej dzietności obserwowanej od kilkunastu lat w Polsce właśnie takie działanie należałoby uznać za naruszające zasadę solidaryzmu społecznego.
Na koniec pragnę poprzeć zastrzeżenia profesora Lisowskiego do braku regulacji dotyczącej wypłaty emerytur z drugiego filara. Niestety rząd zamiast przedstawić projekt stosownej ustawy, woli dyskutować w ramach „przeglądu systemu emerytalnego” różne czasem dość „księżycowe” pomysły dotyczące OFE.
Paweł Pelc
Autor jest radcą prawnym w Kancelarii Radcy Prawnego Pawła Pelca, Wiceprezesem Agencji Ratingu Społecznego sp. z o.o.
8.06.2013.
justify;">


Zapraszam na stronę mojej kancelarii: Kancelaria Warszawa | kancelariapelc.com